
Słupskie ratusze
Budynek z wieżą, na której umieszczono zegar, przypominał swoim wyglądem ratusze innych, pomorskich miast z tego okresu. W roku 1665 budynek magistratu ucierpiał bardzo poważnie w trakcie pożaru. Dzięki zachowanym dokumentom (opis Bruggemanna z 1784 r), wiadomo dzisiaj, że w ratuszu poza salą rady miejskiej, znajdowały się także: giełda kupiecka, siedziba królewskiego poborcy podatkowego, apteka, waga miejska, mieszkania miejskich i sądowych urzędników, więzienie, skład sprzętów przeciwpożarowych oraz jatka w przybudówce. Jedyną pamiątką, jaka została do dnia dzisiejszego po średniowiecznym słupskim ratuszu (poza sztychem mapy Lubinusa) są żelazne chorągwie heroldów, które pierwotnie wisiały nad drzwiami ratusza a obecnie znajdują się w galerii sztuki Nowa Brama. Nie wiadomo co dokładnie przedstawiały żelazne płaty chorągwi, bowiem po 500 latach jeden z nich jest mocno skorodowany, druga zaś jest niekompletna.
Od 1791 roku słupscy włodarze zaczęli mówić o konieczności budowy nowego ratusza, gdyż budynek był w opłakanym stanie. Ówcześni decydenci uznali plany słupskich urzędników za zwykłą rozrzutność dla miasta liczącego wtedy zaledwie pięć tysięcy mieszkańców. Cały koszt skalkulowano na sumę 7687 talarów. W dniu 11 czerwca 1797 roku dokument ministerialny, skierowany do władz administracyjnych w Stettinie - głosił: "[...]Już wielokrotnie zwracaliśmy Wam uwagę, a przy okazji nadesłanych przez Was w dniu 15 kwietnia kosztorysów i rysunków nowego Ratusza czynimy to raz jeszcze, iż w prowincji tamtejszej pęd ku budowie nowych gmachów od kilku lat jest znaczny, przy czym nie zwraca się uwagi na celowe ich rozplanowanie ani na koszty. Wygląda na to, iż we wszystkich miastach Prowincji skromne, z kilku jedynie izb złożone budynki ratuszowe ustąpią wkrótce miejsca pałacom prawdziwym, każdy z wielką salą konferencyjną i wielu pomniejszymi, do zamieszkania służącymi[...]".
Zanim jednak, postawiono nowy budynek, Rada Miejska chciała się pozbyć starego ratusza. Znaleziono nawet chętnego kupca, który za astronomiczną (pamiętajmy, budynek był zrujnowany) sumę 300.000 marek chciał odkupić od miasta magistrat i w jego miejscu postawić olbrzymią halę targową. Do tej transakcji nie dopuścili drobni kupcy mający swoje sklepy wokół rynku, skutecznie blokując decyzję o sprzedaży. Ostatecznie sprzedano budynek wspomnianym kupcom, którzy go rozebrali do ostatniej cegły. Plac po ratuszu pozostał niezabudowany do dnia dzisiejszego, przypadkowo zgodnie z obietnicą rady miejskiej daną wtedy kupcom. Co ciekawe, nowy budynek magistratu nie powstałby w miejscu (rozważano m.in. lokalizację przy placu Bismarcka- dziś Stary Rynek) w którym stoi do dziś, gdyby nie konieczność budowy nowego szpitala. Pomysł, aby w miejscu starego szpitala wybudować nową siedzibę władz miasta - olśnił całkowicie burmistrza Matthesa. W 1987 roku radni asygnowali 100.000 marek na wykup od szpitala św. Ducha budynków szpitalnych i ogrodów (dzisiaj ulica Tuwima).












