Stroje

Mężczyźni nosili brązowe, długie za kolana sukmany o prostym kroju bez fałd, zapinane ma haczyki. Pod sukmanami widoczne były kamizele - białe, lniane w lato, lub też, czarne, wełniane, noszone zimą. Koszule jaki zazwyczaj były czerwonego lub niebieskiego koloru. W zależności od pory roku noszono też różne portki, lniane latem, zaś sukienne, noszone zimą, wpuszczano w długie skórzane buty. Letnią porą chodzono zazwyczaj w drewnianych pantoflach, tzw. korkach. Na kolana wciągano kolorowe, wełniane opaski. Na głowach noszono czarne, filcowe kapelusze o szerokich, okrągłych rondach, opasanych czarną wstążką. Kobiecy, słowiński strój był zdominowany kolorem czarnym. Pasiaste suknie i spódnice oraz kaftany, utrzymane były w ciemnych kolorach, najczęściej czarnych i szarych. Głowy ozdabiały czarne czepce zagłówk, spadnóżk, czasem naszywane złotogłowiem. Jedynym, żywym akcentem stroju były czerwone pończochy. Niezamężne kobiety chodziły z odkrytymi głowami, splatając włosy w warkocze. Głowy przyozdabiały jedynie barwnymi, jedwabnymi wstążkami, wyszywanymi w kwiaty. Młode dziewczęta nosiły fartuszki w żywych - różowych, jasnoniebieskich lub zielonych kolorach. Dokładny opis stroju Słowińców zamieszkujących Cecenowo zawdzięczamy pastorowi Lorkowi z Cecenowa, który zamieścił opis wzbogacony rysunkami w
"Pommersche Provinzialblatter" w 1821 roku. Na zdjęciu obok, jedna z stałych ekspozycji Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, kopia obrazu Corduli von Bandemer z Żelaza, przedstawiająca Słowinkę w stroju żałobnym. Autorem kopii jest Otto Priebe.
Zjawiska kulturowe

Dawnym związkiem rybaków słowińskich, opartym na wspólnocie łódkowej lub sieciowej były maszoperia, które do końca XIX wieku, pełniły także rolę samorządów rybackich. Opierały się one, na zwyczajowych przepisach prawa i strzegły interesów gospodarczych poszczególnych, rybackich osad. Wymogiem przynależności maszoperyjnej było wniesienie określonego wkładu w sprzęcie rybackim lub pracy. Pamiętać należy, że rybacki charakter osady wiązał się nie tylko z samym łowieniem ryb, ale też wyrobem sieci, ich naprawą oraz okresową konserwacją, a także przetwórstwie złapanych ryb. Maszoperyjna wspólnota gwarantowała sprawiedliwy udział w podziale zysków. W wsiach typowo rybackich na czele całej osady stał szyper, stanowisko te było dziedziczne. Natomiast w wypadku miejscowości o charakterze rolniczym, szyper był wybierany na zasadzie głosowania wspólnoty. Sprzedażą złapanych ryb zajmowały się najczęściej żony rybaków. Z ciężkimi, wyplatanymi z łubu koszami (zwanymi karinami lub leszkami w zależności od kształtu), pełnymi ryb, kobiety te nierzadko wędrowały dziennie nawet 30 km, oferując w okolicznych wsiach złapane ryby za gotówkę lub wymieniając je na inne artykuły spożywcze. Portret
"Rybaczki" z kariną na plecach (na fotografii obok) namalował Otto Priebe w 1938 roku.

Słowińska obrzędowość związana z okresem bożonarodzeniowym polegała m.in. na kolędowaniu chodzących po wsiach przebierańców. Na Pomorzu grupę kolędniczą stanowił tzw. pochód zwierzęcych maszkar. W skład grupy wchodzili mężczyźni przebrani zwyczajowo za postacie turonia, barana, konia, niedźwiedzia i bociana. Pochodowi często towarzyszyła postać śmierci oraz diabła, zwanego tutaj purtkiem. Obrzędowe prowadzanie maszkar po zagrodach, zapewnić miało pomyślność gospodarzom oraz obfitego urodzaju w rolnictwie i rybołówstwie. W zbiorach Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku znajduje się (widoczny na zdjęciu obok) obraz malarz Otto Priebe z 1938 roku pt. "Pochód Przebierańców" Odmienne nieco pochody maszkarowe organizowane były w okresie zapustnym. W wielkim tygodniu przed Wielkanocą i na św. Jana istniał obyczaj palenia ognia na wzgórzach. Z wiosną związany jest także, zwyczaj pierwszego wiosennego wypędu bydła na pola w Zielone Święta. Często towarzyszyło temu wieńczenie zielenią bydlęcych rogów oraz okadzanie dymem trzody. Nawet gęsie szyje ozdabiano wtedy kwietnymi wiankami. Znanym obyczajem były wyścigi pasterzy pędzących bydło na łąki po raz pierwszy w danym roku. Najszybszy z nich zostawał w tym dniu królem dla pozostałych, mając jednocześnie prawo to specjalnego traktowania.

Bagniste tereny wokół jezior Gardna i Łebska obfitują w pokłady torfu. Po wydobyciu i wysuszeniu torf służył jako doskonały materiał opałowy w okresie zimy. Kopanie torfu rozpoczynano zawsze w pierwszej połowie maja, gdyż wtedy właśnie poziom wód gruntowych był najniższy a rybacy mieli przerwę w połowach. Ponieważ torf zalega bardzo płytko pod powierzchnią ziemi, technika jego wydobywania była bardzo prosta. Po wypaleniu trawy, motyką ścinano wierzchnia darń i specjalnym nożem na długim trzonku krojono warstwy torfu, formując je kolejno za pomocą specjalnego narzędzia o ostrzach pod kątem prostym - w kostki o zbliżonych rozmiarach. Kostki układano w pojedynczych warstwach na łące, zaś po wyschnięciu formowano z nich stosy (liczące po 1000 sztuk kostek) zwane rutą. Tak konfekcjonowany torf stanowił dawniej jednostkę handlową. Pozyskiwanie zimowego opału było powszechną sprawą całej wsi. Codzienna praca kończyła się wspólnym biesiadowaniem, które zwało się "czarnym weselem". Do zapomnianej dawno tradycji, nawiązuje festyn plenerowy "Czarne Wesele", organizowany corocznie w pierwszych dniach maja w Słowińskim Skansenie w Klukach.

Z kalendarzem obrzędowym związane są także obyczaje żniwne. Ponieważ żniwa w kulturze ludowej to ważne święto, zakończenie ich podkreślano w sposób szczególny. Ostatni snop ścięty na polu, nosił nazwę dziada żniwnego. Po udekorowaniu, przy wtórze muzyki i śpiewów odwożono go do uroczyście do stodoły. A społeczność wiejska, po skończonych żniwach udawała się w uformowanym orszaku dożynkowym do gospodarzy, by symbolicznym wieńcem z uplecionych kłosów zbóż, powiadomić ich o ukończeniu żniw. W wypadku konieczności szybkiego zebrania zboża z czyjegoś pola, cała wieś przystępowała do pracy w nocy. Akcję poprzedzał "sąd" nad polem, po odpowiedniej przemowie, skazywano łąka symbolicznie "na śmierć" i gromadnie wykonywano wyrok przez ścięcie zbóż kosami i sierpami.
Wesela najczęściej odbywały się poniedziałki, piątki lub soboty w jesiennej porze roku. Sproszenie gości na wesele, było zadaniem starosty weselnego. Kapelusz i laskę starosty zdobiły jedwabne, kolorowe wstążki, które były ważnym elementem weselnych strojów wszystkich uczestników wesela. Zaproszenie weselne wygłaszane było przez starostę w formie rymowanej, w trakcie obchodu kolejnych domów. Prezenty ślubne składano w "dziewiczy wieczór" w domu panny młodej. Po uroczystościach kościelnych, orszak weselny zwyczajowo wstępował do karczmy na poczęstunek, później dopiero, udawał się do domu weselnego na ucztę. Do pewnych osobliwości należały wspólne wesela Słowińców. Odbywały się one 2 października, w dniu św. Dionizego. Zjeżdżało się na nie po kilkanaście par nowożeńców, które w weselnym pochodzie wiódł wspólny starosta. Wesela takie, odbywały się w parafiach główczyńskiej i cecenowskiej oraz w Izbicy i Żarnowsku.

Ponieważ łąki w okolicach Kluk w okresie wiosennych roztopów zamieniały się w trzęsawiska, praca koni w tym okresie kończyła się częstymi podtopieniami zwierząt w moczarach. Z tego powodu, Słowińcy sporządzali dla koni specjalne drewniane buty, zwane tutaj klumpami. W prawie każdej zagrodzie chłopskiej znajdowały się buty dla koni. Klumpy najczęściej wykonywano z lekkiego lipowego lub topolowego drewna, zakładano je na tylne nogi (i czasem przednie), mocując za pomocą rzemieni do pęcin. Założony w ten sposób but trzymał się pewnie i mocno na końskim kopycie, skutecznie powiększając powierzchnię oparcia na błotnistym podłożu. Każdy koń miał w zapasie dwa lub cztery klumpy, które wykonywane były oczywiście na miarę.
Charakterystycznym wolnostojącym elementem małej, wiejskiej architektury na terenie Kluk, były piece chlebowe. Przy otworze paleniska pieca znajdowała się przestrzeń na sprzęty i naczynia pomocne przy zarabianiu ciasta. W Klukach chleb wypiekano zazwyczaj z mąki żytniej z dodatkiem pszennej, co podyktowane było zamożnością gospodarzy. Do ciasta dodawano również gotowane ziemniaki, mające na celu przedłużenie świeżości pieczywa. Taki chleb, zgodny z tradycyjną recepturą, wypiekany jest do dzisiaj w jednym z odrestaurowanych pieców chlebowych w Skansenie - Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach.